Leśnicy
wycinają świerka W Puszczy Białowieskiej, nawet w rezerwatach. Co jest powodem
tego wycinania?
Wojciech Niedzielski, nadleśniczny Nadleśnictwa Białowieża: Pani minister,
główny konserwator przyrody, wydała nam zgodę na cięcia sanitarne. Możemy
wycinać wszystkie świerki opanowane przez kornika drukarza. Dotyczy to również
rezerwatu im. prof. Szafera (wzdłuż szosy Hajnówka – Białowieża), ale w tym
przypadku najpierw musimy uzyskać zgodę od wojewódzkiego konserwatora przyrody.
Nadleśniczy odpowiada przed dyrekcją regionalną i generalną za utrzymywanie
właściwego stanu sanitarnego lasu, a polega to na wycinaniu drzew zasiedlonych
przez kornika. Naszym zadaniem jest niedopuścić, żeby kornik wyleciał z
zaatakowanego drzewa. Takie drzewo można albo zatopić, albo wywieźć poza obszar
Puszczy Białowieskiej, albo okorować na miejscu a korę spalić. W Białowieży
wywozimy wycięte drzewa na składnicę w miejscowości Grudki, gdzie kornik jest
wyłapywany w pułapkach feromonowych.
Gradacja kornika drukarza zaczęła się w roku 2000, kiedy to minister podjął
decyzję, żeby leśnicy usuwali tylko część opanowanych drzew, a z pozostałych
kornik mógł swobodnie wylatywać. Populacja kornika zaczęła narastać lawinowo.
Warunki klimatyczne sprzyjają rozwojowi kornika. Najtrudniejszą sytuację mamy w
leśnictwie Stoczek, położonym między parkiem narodowym, gdzie nie prowadzi się
zwalczania kornika, a granicą Państwa, gdyż po stronie białoruskiej leśnicy
także nie prowadzą walki z kornikiem drukarzem. W rezultacie mamy tysiące drzew
zamierających.
Co możemy zrobić? Możemy tylko wycinać te drzewa, bo takie jest podstawowe
zadanie leśnika.
Co byłoby, gdyby leśnicy nie wycinali drzew zaatakowanych przez kornika?
Ilość drzew trocinkowych (zasiedlonych przez kornika) byłaby kilkakrotnie
większa i w krótkim czasie cała populacja świerka mogłaby ulec zagładzie. Mamy
świadomość, że kornika drukarza nie zwalczymy. On tutaj był, jest i będzie.
Chodzi nam o rozrzedzenie jego populacji. Co roku pozyskujemy około 7 tysięcy
metrów sześciennych drzew w związku z kornikiem, natomiast w ubiegłym roku
pozyskaliśmy 20 tysięcy a w tym roku będzie podobnie.
Czy leśnicy mogą tych drzew nie wycinać?
Nie. Z prawnego punktu widzenia to jest niemożliwe. Instrukcja Ochrony Lasu
mówi jasno jak zwalczać kornika drukarza i obowiązkiem każdego leśnika jest
walka z kornikiem drukarzem, będącym jednym z podstawowych szkodników. Populacja
kornika jest dzisiaj tak duża, że przechodzi na sosnę, co jest ewenementem.
Przyrodnicy mówią, że najtańszym sposobem na renaturalizację lasu jest
pozostawienie go procesom naturalnym. Skoro mamy gradację kornika, niech on
zjada świerki, to przecież proces naturalny, czy nie chodzi o pieniądze?
Andrzej Jaworski, zastępca nadleśniczego: Trzeba wziąć pod uwagę, że świerk
w Nadleśnictwie Białowieża stanowi ponad 30% składu. Wyobraźmy sobie, że te 30%
drzew zniknie, albo będzie stało jako suche. Ogromna ilość drzew jest skazana na
zagładę. W rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego świerka już nie
ma. W północnej części parku narodowego prowadzi się walkę z kornikiem, bo
stanowi zagrożenie. Kornik drukarz jest szkodnikiem wtórnym, czyli nie jest
przyczyną lecz owadem atakującym świerka osłabionego. Świerk ma płytki system
korzeniowy. Zmiany klimatyczne obserwujemy od dziesięciu lat. Świerk stopniowo
wypada. Jeżeli nie będziemy ograniczać skutków kornika drukarza w szybkim czasie
doprowadzimy do tragedii. Być może przyroda tego właśnie chce. Ale względy
ekonomiczne też muszą się liczyć. To są potężne ilości drewna, które
przeliczając na złotówki stanowią miliony! Czy mamy je stracić? A jeśli klimat
się zmieni to uratujemy gatunek, który był w puszczy przez tysiące lat. Moim
zdaniem, zaprzestanie walki z kornikiem może doprowadzić do wyginięcia świerka w
ciągu najbliższych 10 lat.
Proces wymiany świerka na gatunki liściaste w sposób naturalny będzie trwał
bardzo długo. Natomiast gdy my sadzimy w gniazdach wyciętego świerka gatunki
dające szansę na przeżycie w zmieniającym się klimacie to działamy rozsądnie i
racjonalnie.
Jako przykład sukcesu w ochronie przyrody, polegającego na zaniechaniu walki
z kornikiem podaje się często Bayerische Wald gdzie pozwolono na naturalną
sukcesję.
Andrzej Jaworski: Byłem tam, byłem też na Szumawie w Czechach i to, co tam
zobaczyłem jest przerażające. Włosy stają na głowie kiedy się widzi jak może
wyglądać las kiedy zaprzestano walki z kornikiem drukarzem. Są to tysiące
hektarów suchych drzew. Przyjęto tam filozofię, że jest to proces naturalny, ale
prątek gruźlicy też jest naturalny. Czy mamy się nie leczyć na gruźlicę?
Wojciech Niedzielski: W Bayerische Wald nie opanowali sytuacji. Kiedy już
zobaczyli, że kornik wymknął się im spod kontroli, że tysiące hektarów świerczyn
przestało istnieć, wówczas pomyśleli jak porażkę zamienić w sukces. Wówczas
wymyślono hasło, że chcemy zobaczyć jak będzie się odnawiało życie.
Andrzej Jaworski: W ogóle to filozofie w stosunku do powierzchni chronionych się
zmieniają. Tworząc w latach 20. ub. wieku rezerwat pod nazwą Białowieski Park
Narodowy dążono do ochrony najcenniejszych fragmentów lasów naturalnych. W ciągu
80. lat nastąpiły tak duże zmiany, że zmieniono filozofię i dzisiaj rezerwat
służy do obserwowania procesów.
To chyba nie w rezultacie zmian w przyrodzie lecz w rezultacie zmiany
podejścia do ochrony przyrody zauważono, że przedmiotem ochrony powinny być
procesy naturalne a nie martwy skansen zastanego stanu?
Andrzej Jaworski: Zgadzam się, ale zobaczmy jak wówczas, kiedy to co
tworzyło wartość przyrodniczą zniknęło – zmieniono filozofię. Powinniśmy stawiać
sobie cele bardzo odległe i nie powinniśmy ich zmieniać po 80. latach.
Ochrona procesów to współczesne podejście do ochrony przyrody, będące etapem
rozwoju nauk przyrodniczych. Ochrona tylko gatunków jest możliwa kosztem
procesów i prowadzi do bardzo antropocentrycznego podejścia do świata.
Wojciech Niedzielski: Przyrodnicy mogą sobie pozwolić, że protestują przeciw
wycinaniu każdego drzewa, bo z punktu widzenia ochrony przyrody nie ma znaczenia
co wyrośnie na danym siedlisku – sosna, świerk, brzoza czy grab. Dla Lasów
Państwowych nie jest to obojętne. Dla mnie nie jest obojętne, czy będzie tu
rosła brzoza, czy dąb i robię wszystko, żeby w miejscach gdzie dąb powinien być,
on tam rósł. Z punktu widzenia przyrodnika najlepsze jest to, co wyrośnie
samoistnie, w sposób naturalny. W tej sprawie nie mamy wspólnego języka i się
nie porozumiemy. Park narodowy może sobie pozwolić na pozostawienie świerków
opanowanych przez kornika drukarza, bo kornik drukarz, zgodnie z tym, co mówi
doc. Gutowski, jest niezbędnym elementem biocenozy. Ja też tak uważam i nie chcę
go zwalczyć do końca, ale chcę, żeby nie robił ogromnych szkód.
Rozumiem to tak: skoro leśnicy są gospodarzami na większej części puszczy to
dbają o to, żeby ich gospodarstwo było zgodne z celami gospodarki...
Tak.
My natomiast mówimy, że gospodarzem jest przyroda i niech ona działa
swobodnie...
Tak, i tak jest w parku narodowym w rezerwacie ścisłym.
Andrzej Jaworski: Ale leśnictwo i wszelkie działania leśników oparte są
też na podpatrywaniu przyrody. Łączą zagadnienia gospodarcze z przyrodniczymi
pamiętając o odnawialności. Pamiętajmy jednak, że w Puszczy Białowieskiej nie są
lasy naturalne tylko zbliżone do naturalnych. Trochę manipuluje się terminami
mówiąc o ostatnim lesie naturalnym. Nawet w rezerwacie ścisłym są fragmenty po
zrębach.
W Puszczy Białowieskiej nie wolno nigdy zaprzestać gospodarki leśnej na wysokim
poziomie, bo wówczas stracimy skalę porównawczą. Gdyby zlikwidować park narodowy
naukowcy nie mogliby obserwować procesów naturalnych, a gdybyśmy zlikwidowali
część gospodarczą w puszczy stracilibyśmy skalę porównawczą istotną dla nauk
leśnych. My skracamy pewne procesy naturalne, które trwałyby pięćset lat – do
stu lat. Ale czy ktokolwiek może powiedzieć co będzie za lat pięćset? Jeżeli
Amerykanie nie podpiszą protokołu w sprawie zmian klimatycznych i temperatura
globu będzie wzrastała co roku, to zostaniemy tu z brzozą i osiką, bo już 150.
letnie dęby usychają. W naszej gospodarce robimy teraz wszystko co się da, żeby
spowolnić odpływ wody z Puszczy Białowieskiej.
Przypomnijmy jeszcze do jakich absurdów w puszczy dochodziło, kiedy np. w roku
2000 żeby dostać zgodę na wycięcie powalonych świerków z kornikiem zwoływano
specjalną komisję, a w tym samym czasie w Białowieskim Parku Narodowym, poza
obszarem ochrony ścisłej wycinano świerki kornikowe.
Ile drzew kornikowych przeznaczonych jest do wycięcia w Nadleśnictwie Białowieża
w tym roku?
Andrzej Jaworski: Około 18 000 drzew, to jest około 20 000 m3 drewna. Te
wielkości należałoby pomnożyć przez cztery (nasze nadleśnictwo jest mniejsze od
pozostałych dwóch), żeby mieć wyobrażenie o całej Puszczy Białowieskiej.
Podsumujmy naszą rozmowę
Wojciech Niedzielski: Lasy Państwowe nie są partnerem do rozmów w sprawie
kornika drukarza. Nie możemy o niczym decydować, mamy natomiast obowiązki. Jako
nadleśniczy muszę dbać o stan sanitarny lasu. Pracuję ogólnie sprawdzonymi
metodami jak najlepiej. Dyskusji nie mogę podejmować. Jeżeli organizacje
ekologiczne uznają, że walka z kornikiem nie powinna mieć miejsca, że wszystko
powinno się dziać tutaj w sposób naturalny – niech przekonają decydentów, że
taka droga jest słuszna.
17 czerwca 2003 w Nadleśnictwie Białowieża rozmawiał Janusz Korbel